poniedziałek, 9 marca 2015

6 Rozdział

- Claudia, mogłabyś się pośpieszyć?- ponagliłam już któryś raz palącą dziewczynę. Stałyśmy na przystanku gdzie zatrzymywały się taksówki, zmierzałyśmy na urodziny Coco.
- Allie, wyluzuj, też mogłabyś zapalić.- zaśmiała się.
- Przecież, dobrze wiesz, że nie palę papierosów i nie mam zamiaru tracić pieniędzy na tego typu używki.- założyłam ręce na piersi.
- Oj już dobrze.- zaciągnęła się ostatni raz i wyrzuciła końcówkę na ziemie po czym ją zdeptała.- Możemy teraz łapać jakąś taxi.- uśmiechnęła się szeroko i chwyciła mnie pod ramie. Zanim się obejrzałyśmy udało nam się złapać taryfę. Podałyśmy adres i usadowiłyśmy się wygodnie.
- Mam nadzieję, że spodoba się jej prezent od nas.- powiedziałam zaglądając delikatnie do torby z podarunkiem.
- Wydaje mi się, że będzie skakać z radości.-wyrzuciła ręce w górę blondynka.- Chodziłyśmy za tym biustonoszem i bransoletką cały tydzień i wydałyśmy fortunę!-zarzuciła mi.
-Tak, wiem.-zaśmiałam się.-Zastanawiam się tylko.-wzruszyłam ramionami lekko się pesząc.
- Dlaczego nie zabrałaś ze sobą Harrego, w końcu się spotykacie?-zaskoczyła mnie.
- HAREGO?!-dość gwałtownie odwróciłam się w jej stronę.- Ja się z nikim nie spotykam!-zaprzeczyłam.
- Ale odprowadza Cię już od jakiegoś czasu z pracy, to nie jest spotykanie się?
- Oczywiście, że nie?! On się po prostu uparł i nie ma takiej siły, żeby go od tego odciągnąć. Zawsze coś mówi, więc nie widzę w tym nic złego. Miły z niego chłopak i to tyle.
- Więc nie umawiasz się z nim?
- Nie.-pokręciłam głową.
- Więc mogę się za niego zabrać, jeśli będę miała chwilę czasu?-zapytała ze sprytnym uśmieszkiem na twarzy przyglądając mi się uważnie. Nie poczułam zazdrości o chłopaka, ale coś zakuło w środku, bo przecież On przychodził tam dla mnie, bo przecież podziwiał właśnie mnie. 
Odchrząknęłam i powoli powiedziałam.- Jasne, jeśli tylko podoba Ci się uroda tego dzieciaczka.
- Nie wmówisz mi, że nie zwróciłaś uwagi na jego piękną buźkę i posturę!-zaczęła wykłócać się Claudia.
- No brzydki nie jest.
- Chyba sobie żartujesz dziewczyno! Te dołeczki w policzkach i umięśnione ramiona widać ze sceny, mało tego, jestem pewna że widać je na najdłuższej ulicy w LA!-zarzuciła mi.
-Przepraszam Panie.-przerwał nam kierowca-ale jesteśmy już na miejscu.-uśmiechnął się przepraszająco, ale mi było to absolutnie na rękę, podałam należne mu pieniądze i obie wysiadłyśmy. Na moje szczęście, Claudia była takim typem osoby której wygląd musiał być idealny, perfekcjonistka w każdym calu. A więc kiedy byłyśmy już na powietrzu zaczęła poprawiać swoje ubrania, włosy i sprawdzać makijaż w każdym możliwym miejscu i zapomniała o naszej rozmowie na temat Harrego, na razie. 
Stojąc pod drzwiami mieszkania Coco słyszałyśmy głośną muzykę a z każdym stawianym krokiem uśmiech na naszych ustach rósł coraz bardziej. Obie byłyśmy niezwykle szczęśliwe na tę imprezę, uwielbiałyśmy tańczyć, wypić, zjeść i dobrze się bawić a poznawanie nowych ludzi było świetnym dodatkiem do tego. Zapukałyśmy energicznie i już po chwili otworzyła nam piękna Coco. 
- Dziewczyny! Nareszcie! Już tylko na Was czekaliśmy!-zawołała od progu i wyciągnęła do Nas ręce i znalazłyśmy się w środku. Zostałyśmy wprowadzone do salonu w którym wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Meble poprzestawiane, stół z jedzeniem i alkoholem, tort, dużo miejsca do tańca. Tak Coco z narzeczonym mieli duże mieszkanie. 
- Najpierw chciałyśmy wręczyć Ci nasz prezent!-pisnęłyśmy obie.
- Proszę odłóżcie go w kuchni, bo nie chce zamieszania związanego z nimi, teraz stawiamy na zabawę.-poprosiła Nas składając dłonie Coco, więc kiwnęłyśmy głowami. Claudia popatrzyła na mnie maślanymi oczkami, ponieważ w tłumie wypatrzyła chłopaka z którym spotkała się kilka razy i już mentalnie leciała do niego na skrzydłach. - Dobrze pójdę sama.-wywróciłam oczami na co dostałam siarczystego całusa w policzek. Z wielkim uśmiechem na twarzy poszłam do kuchni, położyłam prezent obok kilku podarunków i chwyciłam za szklankę z wodą, ostatni napój bez procentów tego wieczoru. Zauważyłam, ze pewien chłopak przygląda mi się z uwagą, był nawet przystojny, więc poprawiłam swoją postawę kiedy zaczął iść w moją stronę. 
- Znajoma z pracy Coco, huh?-zapytał kiedy przystanął obok mnie, żeby wziąć pomarańczę. 
- Tak, pracujemy jakiś czas razem.- pokiwałam głową, udając miej zainteresowaną niż w rzeczywistości byłam.
 - Jestem jej młodszym bratem, Connor.-wyciągnął do mnie rękę. 
- Miło mi, jestem Allie.-uścisnęłam jego dłoń. 
Usłyszeliśmy głos solenizantki wzywający wszystkich do salonu. Chłopak przepuścił mnie przodem i złapał mnie za plecy, odwróciłam do Niego głowę.
- Nie za pewnie się czujemy?-rzuciłam.
- Nie, zdecydowanie, jeszcze nie tak jakbym chciał.-szepnął pochylając się nad moim uchem. 
Próbowałam dyskretnie zdjąć jego dłoń z moich pleców, lecz niestety nie udało mi mi się to. 
Po odśpiewaniu sto lat dziewczynie, przyszedł czas na tort i pierwszy toast. Stuknęłam się kieliszkiem z Connor'em, lecz nie zakładałam spędzenia z nim reszty wieczoru. Muzyka zaczęła głośniej grać, a ludzie rozeszli się na kilka grupek. Usiadłam z Claudią, chłopakiem, z którym się spotykała Lucasem, Coco i jej narzeczonym i kilkoma osobami. Dowiedziałam się w między czasie, że Connor, ma 18 lat i gra w piłkę ręczną. Kiedy ruszyłyśmy z dziewczynami na parkiet, zdecydowanie rozruszałyśmy towarzystwo. Taniec wyzwalał we mnie endorfinę i szczerze nie potrzebne było mi tej nocy już nic więcej do szczęścia. Moje nogi zaczynały boleć już od wysokich szpilek więc odeszłam na chwilę od towarzystwa i sięgnęłam do torebki sprawdzając telefon. Mimo iż nie mogłam oczekiwać wiadomości od rodziny łudziłam się na jakąkolwiek informację. W moich rekach znalazł się kolejny drink, szybko z głowy wyleciały mi przygnębiające myśli kiedy moje pijane oczka odszukały Connora zmierzającego znów w moją stronę.
- Witam Pana.-zaśmiałam się.
- Chodźmy może na zewnątrz, nie chce mi się przekrzykiwać muzyki.- powiedział uprzejmie i znów przepuścił mnie przodem. Tym razem nie poczułam ręki na swoich plecach więc pozwoliłam sobie na mały pokaz i idąc przed siebie bujałam biodrami troszkę bardziej niż zwykle. Przystanęłam na balkonie i oparłam się o barierkę. Czekałam aż chłopak pojawi się obok mnie, a niespodziewanie po prawo zobaczyłam tylko rękę chłopaka, odwróciłam głowę, po drugiej stornie także była jego ramie, a na plecach poczułam ciepło jego ciała.
- Myślisz, że nie wiem, że zrobiłaś to specjalnie?-zapytałretorycznie.
- Myślisz, że nie wiem, że ci się podobało?-odpowiedziałam, pytaniem na pytanie. Zaśmiałam się i odwróciłam się do chłopaka.
- Jak na osiemnastolatka jesteś dość wygadany.-przekrzywiłam głowę.
- Gdybyś miała taką siostrę jaką jest Coco, też byś taka była.-prychnął, dając mi więcej miejsca i stając obok mnie. 
- Hej, przecież Ona jest bardzo miła!-trzepnęłam go w ramie.
- Tak miła, jest, ale zrzędliwa i wkurzająca też potrafi być.- przymrużył oczy.
Staliśmy obok siebie przyglądając się bawiącym się ludziom kiedy poczułam dłoń na swojej talii.
- Teraz już czujesz się pewnie? Kiedy jestem pijana?-mruknęłam, nie mogąc oprzeć się miłemu ciepłu rozchodzącemu się po moim ciele.
- Powiem Ci, że jest coraz lepiej.-mruknął i przyciągnął mnie do siebie.
- Hej, maluchu, nie jesteś za młody?-zaszydziłam cicho i tak poddając się sile chłopaka i kładąc dłonie na jego ramionach kiedy przyciągał mnie do siebie. 
- Myślę, że spodoba Ci się co maluch potrafi.-powiedział w moją szyję wodząc nosem po mojej skórze. Przejechał w górę po linii mojej szczęki i lekko mnie pocałował. Otworzyłam oczy,które jak się okazało miałam zamknięte, uśmiechnął się do mnie zachęcająco i przyłożył swoje wargi do moich. Początkowo, były to niewinne buziaczki, toczące wojnę o to które z nas da je pierwsze przeplatane chichotem, w pewnym momencie chłopak przyciągnął moją głowę i zassał moje wargi. Nogi lekko mi zmiękły i złapałam się pewniej oplatającego mnie ramienia. Starał się mnie pocałować, wiedziałam to, ale coś w tyle mojej głowy świtało, że nie mogę tego zrobić,mimo to oddałam delikatny pocałunek. Język Connora splótł się z moim w powolnym tańcu rodząc przyjemne uczucie w całym ciele. Odsunęłam się od niego z zawstydzonym uśmiechem i spojrzałam na niego z dołu niczym piętnastolatka. 
- To było miłe.- mruknęłam.
- Nie zaprzeczam.-uśmiechnął się chłopak, ale widać było, że chce więcej, ponieważ przycisnął swoje ciało do mojego.-Ale może być jeszcze milej.-poczułam jak moja spódnica jest podwijana.
- Nie mam ochoty.-od razu zesztywniałam i alkohol przestał szumieć w moje głowie.
- Allie, przestań, nie powiesz mi chyba, że jesteś dziewicą.-zaśmiał się prowadząc swoją dłoń w górę mojego uda.
- Puść mnie.-syknęłam i w tym momencie na balkon weszła grupka ludzi chcąca zapalić i to mnie uratowało. Wyślizgnęłam się z jego objęć i chwytając za torebkę wyszłam z mieszkania nie kłopocząc się o odszukanie Coco lub Claudii poinformowanie ich o moim wyjściu. Zbiegłam po schodach i niewiele myśląc złapałam taksówkę podając adres parku, w którym lubiłam przesiadywać wiosną. 
Kiedy usiadłam na ławce niczego bardziej nie pragnęłam niż chłopaka o ciemnych lokach i zielonych dobrych oczach opowiadającego o swoim nudnym dniu, niestety jego numer wiąż wisiał na mojej lodówce nie wpisany do mojej listy kontaktów.

~~~

Witamy 6 rozdział i Allie, którą zaczynają dosięgać uczucia! 
Nie będę dużo pisać, po prostu mam nadzieję, że się Wam spodoba!
I błagam uszanujcie moją pracę i jeśli przeczytacie to skomentujcie! 
All the love! <3

sobota, 28 lutego 2015

5 Rodział

Byłam zaskoczona kiedy wychodząc z klubu zastałam chłopaka z baru stojącego niedaleko schodów. Przylepiając do twarzy uśmiech numer jeden podeszłam do niego pewnym krokiem.
- Nie wracasz ze znajomymi?-zwroty grzecznościowe nigdy nie były moją mocną stroną.
- Zaczynasz rozmowę od pytania?-podniósł jedną brew do góry uśmiechając się lekko.
- Mógłbyś się ze mną nie droczyć?-przekrzywiłam głowę.
Harry uśmiechnął się szeroko, oblizał wąskie usta i kiwną.
- Pojechali moim autem do domu, a ja zostałem, żeby dziś Cię odprowadzić.-odpowiedział powoli.
- A jak zamierzasz wrócić później do domu?-otworzyłam szeroko oczy.- nie wydaje mi się, żebyś mieszkał blisko.
- Sanit Andrews Square.-przytaknął.
- No to proszę Cię, nie wygłupiaj się.-pokręciłam głową i wyminęłam chłopaka idąc swoją drogą.
- Masz świadomość, że tak czy siak będę z Tobą szedł?
- Tak, powoli dociera do mnie ta informacja.-mruknęłam.
- No więc jak minął Ci dzień?-zapytał jak gdyby nigdy nic. Więc nie patrząc na niego wywróciłam oczami.
- Po zderzeniu ze sklepowym wózkiem bardzo nie uważnego kolesia, zostałam przez niego odwiedziona do domu, posprzątałam mieszkanie po powrocie i udałam się na próbę z dziewczynami do klubu, gdzie spędziłam większość dnia bo gdyby nie to, nie miałbyś co dziś oglądać.-mrugnęłam do niego.
- Mam rozumieć, że połowę czasu spędziłaś ze mną, a drugą połowę na całowaniu się z kelnerem w klubie?-cmoknął ustami spoglądając na mnie.
- Nie, całowałam się z nim drugi raz dziś podczas pokazu i nie mam się z czego tłumaczyć, dobry jest.-wzruszyłam ramionami i odruchowo potarłam wargi kciukiem. Zawsze tak miałam, kiedy wspominałam pocałunek.
- Prawda, nie musisz się tłumaczyć, a jednak to zrobiłaś.-zauważył. Zatrzepotałam powiekami, znów przewracając oczami.
- Zapytałeś o mój dzień to Ci odpowiedziałam.-warknęłam.- i nie tłumaczyłam się, tylko sprostowałam Twoje myślenie.
- Nie znasz mojego toku myślenia.-spokojnie odpowiedział, czym wprawiał mnie w jeszcze większe rozdrażnienie.
- Tak samo jak Ty mojego.
- Dobrze wiesz, że w tym co powiedziałaś nie było sensu.-uśmiechnął się szeroko.
- Harry, mógłbyś przestać mnie irytować?!-wypaliłam i przyśpieszyłam kroku. Nie miałam ochoty na to, żeby mieszał w mojej głowie. Słyszałam kroki chłopaka za sobą, ale starałam się skupić na tym co widzę przed przede mną. Nie miałam ochoty na kolejną miłosną historię z jakże epickim zakończeniem.
- Allie, uspokój się to był tylko żart.-słyszałam za plecami.- Możesz przestać zachowywać się jak mała dziewczynka, która obraża się za byle co?
- Już na początku mówiłam, że sama znajdę drogę do domu, nie musisz za mną iść.-odpowiedziałam mu nie zwalniając tempa. Zauważyłam, że już zdążył narzucić sobie taką samą szybkość i idzie obok mnie.
- Ja też, powiedziałem, że nie odpuszczę więc nie drocz się ze mną.-chwycił mnie za ramie.
- Możesz mnie nie dotykać?!-wypaliłam.
- Nie wściekaj się, chce Cię tylko uspokoić.-zatrzymaliśmy się na chodniku.
- No więc przestań za mną łazić!
- Dlaczego jesteś zła.-zapytał, ale ja w tym momencie odliczałam właśnie do 10 żeby nie wybuchnąć i znów nie wyjść na wariatkę.- Możesz chociaż raz udzielić mi odpowiedzi?- widziałam jak zaciskał szczękę, po czym poznałam, iż zaczyna tracić cierpliwość w stosunku co do mnie. Zazwyczaj jego twarz była spokojna, z wiecznym uśmiechem. Uśmiechnęłam się w duchu, że wytrąciłam go z równowagi, mimo że nie znamy się długo. Nabrałam powietrza, żeby odpowiedzieć chłopakowi i zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia co chłopak zrobił źle. Chyba na siłę, starałam się znaleźć powód, żeby na niego naskoczyć i w jakiś sposób go od siebie odepchnąć. Wypuściłam energicznie powietrze ustami i torba nagle ześlizgnęła się z mojego ramienia i spadła na ziemię. Spojrzałam na zdezorientowanego Harrego, a sama zaczęłam się śmiać. Kucnęłam chcąc zabrać torbę, ale straciłam równowagę i usiadłam na ziemi śmiejąc się bez opamiętania. Usłyszałam prychnięcie chłopaka i widziałam jak przestępuje kilka razy z nogi na nogę. Kiedy potocznie zwana głupawka przeszła mi, podniosłam głowę w górę.
- Co to było?- zapytał z rezygnacją wymalowaną na twarzy i rozłożył ręce.
- W sumie sama nie wiem,bo ja nie mam pojęcia dlaczego byłam zła.- pisnęłam.
- Jesteś wariatką, wiesz?-pokręcił głową, ale mimo to wyciągnął rękę, żeby pomóc mi wstać. Chwyciłam go i dźwignęłam się do góry. 
- Dziękuję i przepraszam.-uśmiechnęłam się lekko.
-  Nie będę już na Ciebie naciskał.-powiedział i ruszyliśmy znów w kierunku mojego mieszkania. Reszta drogi minęła spokojnie. Wymieniliśmy się informacjami na temat naszego gustu muzycznego, ulubionych zespołów i zdążyłam ochrzanić chłopaka inne upodobania. Wszystko przebiegło bez niepotrzebnych wybuchów. Zatrzymaliśmy się pod klatką i na pożegnanie machnęłam mu ręką nie chcąc żadnego bliższego kontaktu. Podnoszenie z ziemi było wystarczające jak na dziś.
- Allie, mimo wszystko chciałbym żebyś wiedziała, że chce żeby nasza znajomość się zaczęła i na dobry początek daję Ci obietnicę towarzystwa w powrocie do domu po każdym wieczorze w klubie.- spojrzał na swoje dłonie.- i to..-wyciągnął kartkę w moją stronę i uśmiechnął się delikatnie.
- Dziękuję.- niewiele myśląc chwyciłam skrawek papieru i odwracając się na pięcie otworzyłam drzwi do klatki i weszłam na górę. Kiedy byłam u siebie usiadałam na łóżku ściągając buty i zsuwając z siebie jeansy, zaczęłam wypakowywać torbę. Musiałam zrobić pranie i mimo później godziny byłam przeokropnie głodna a więc postawiłam na tosty i pyszne kakao. Posegregowałam ubrania kolorami i jasne rzeczy wrzuciłam do pralki gotowe do nastawienia rano a ciemnie leżało pod pralką czekając na swoją kolej. Wiążąc włosy przeszłam do kuchni żeby przygotować sobie jedzenie i chwyciłam za telefon odruchowo sprawdzając godzinę. Włączyłam cicho radio i tańcząc wstawiłam chleb z serem, szynką i pieczarkami do tostera. Nalewając mleko przypomniało mi się o kartce od kędzierzawego chłopaka. Podskoczyłam do łóżka i z leżącej na nim kurtki wygrzebałam, jak się okazało papierek z numerem telefonu, jak się można domyśleć jego. "Nie napisze do niego" pomyślałam i wchodząc do kuchni przyczepiłam mały podarek na lodówkę. Wróciłam do poprzedniego zajęcia. Po jakimś czasie w mojej prowizorycznej kuchni zaczęło pięknie pachnieć i w podskokach wyciągnęłam jedzonko i ciepły napój z mikrofali. Usiałam na fotelu zawijając się w koc i zaczęłam oglądać jakiś bezsensowny program. Niedługo siły zaczęły mnie opuszczać i głowa lecieć w dół. Przeczołgałam się więc do łózka i wyłączając telewizję otuliłam się kołdrą i zasnęłam. W snach główną postacią była moja mama, która chodziła za mną po całym LA z promiennie uśmiechniętą twarzą. 
Noc minęła spokojnie i przyjemnie, rano wstałam wypoczęta. Cały dzień miałam dla siebie, ponieważ w sobotę nie miałam zajęć z dziećmi a w klubie mam być o 19 postanowiłam posprzątać dokładnie mieszkanie. Wbiłam się w stare leginsy i podkoszulek, przewiązałam włosy bandaną i przemywając twarz i zęby zabrałam się za porządki zaczynając od łazienki i lecąc po kolei każdy kąt. Skończyłam około 16 i zamówiłam pizze na obiad nie mając konkretnego pomysłu i weny na stanie przy garach. Poświęciłam ten czas na prysznic i pomalowanie się. Dzwonek domofonu zadzwonił idealnie w czasie, kiedy miałam pomalowane jedno oko. Poczłapałam do drzwi i starając się nie patrząc na dostawcę zapłaciłam mu i zamknęłam szybko drzwi. Odłożyłam pizzę i wróciłam do malowania się, oczywiście w dużo szybszym tempie niż wcześniej. Wybiegłam z łazienki i zabrałam się za jedzenie, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że byłam aż tak głodna. W między czasie stwierdziłam, że wyskoczę kupić sobie nowe okulary przeciw słoneczne i może jakiś ciuch, więc wzięłam trochę więcej pieniędzy i po prowizorycznym obiedzie zebrałam się i wyszłam szybciej niż zwykle z domu. Po pół godzinnym spacerku znalazłam urocze czarne okulary kotki, na sklepowej wystawie. Na moje szczęście nie kosztowały dużo, więc z uśmiechem wyszłam z nowym nabytkiem na nosie a w głowie pojawiło się pytanie, czy spodobają się Harremu. Potrząsnęłam głową 'ALLIE MASZ SIĘ PODOBAĆ SOBIE!' skarciłam się w myślach po czym zaczęłam się śmiać. Nie wiem co będzie dalej, ale nie mogłam oszukiwać samej siebie, czekałam na to, żeby dziś wieczorem przyszedł do klubu i patrzył tylko na mnie.. 
~~~
No więc mamy 5 rozdział i mam nadzieję, że rozkręcicie się z komentowaniem, bo czasami czuję się że pisze dla nikogo. Ale tak czy siak sprawia mi to przyjemność. Więc jak, podoba się Wam czy nie? Czekacie na next? Liczę na pozytywną zajawkę i pamiętajcie, że możecie prosić po powiadamianie o rozdziałach! 
All the love!
PRRZECZYTAŁAŚ/EŚ KOMENTUJ <3

czwartek, 19 lutego 2015

4 Rozdział

Stałam przed lustrem na małej salce gimnastycznej w przedszkolu czekając na dzieci. Postanowiłam się porozciągać i podłączyłam swoją mp3 pod sprzęt. Zaczęłam od wolnych ćwiczeń, a w rezultacie po kilku minutach wirowałam po całej dostępnej przestrzeni, do jednej z moich ulubionych piosenek do tańca współczesnego [1] . Zatrzymałam się po środku sali zaciskając oczy i próbując wyrzucić z głowy obraz zielonych tęczówek, których wcale nie chciałam pamiętać. Wzięłam kilka głębszych oddechów i powoli je otworzyłam, a kiedy usłyszałam jak skrzypnięcie drzwi uśmiech całkowicie wpełzł na moją twarz. Dzieci kolejno wbiegały do środka przylepiając swoje rączki do moich ud witając się ze mną. W tle mignęła mi sylwetka Tylera który przyniósł mi torbę i wodę, ale szybko się zmył, pewnie śpieszył się do pracy. Kucnęłam i całując maluchy w czoło zaczęłam zajęcia. Oczywiście musiałam wcześniej delikatnie wyprosić nadgorliwych rodziców z sali, od kiedy zabroniłam im bycia na zajęciach Oni są nie do zniesienia, ale za to dzieciaki z reguły robią to, czego od nich wymagam. Zajęłam głowę tańcem i prostymi etiudami na moich uroczych tancerzy. Na koniec pobiegaliśmy po sali, zagraliśmy w pytania i jak zawsze wylosowaliśmy jedną osobę z grupy która tym razem zabierze ze sobą do domu opaskę 'best dancer'. Pożegnałam się z nimi i zaczęłam zbierać rzeczy. Niestety Tyler nie kupił mi nic do jedzenia, a dziś po za dwoma tostami i pomarańczą na śniadanie nic nie zjadłam. Związałam włosy w kucyk, założyłam opaskę i chwytając torbę wyszłam z budynku zastanawiając się nad wzięciem jeszcze jednej grupy, w końcu to dodatkowy pieniądz a i tak nie mam wielu obowiązków. Zmierzałam do ulubionego sklepiku, w którym zawsze robiłam zakupy do domu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale nienawidzę dużych supermarketów. Nie można ufać tym produktom, są nie sprawdzone, obsługa jest niemiła, jest tam tłoczno, po prostu odrzucały mnie, nie to co miły sklep niedaleko przedszkola. Pisząc SMSa do Tylera z podziękowaniem za rzeczy chwyciłam za klamkę i naparłam na nią z zamiarem wejścia do sklepu. Niestety mój zapał szybko został zgaszony, a ja zjechałam nosem po szybie. Nie dość, że zamknięte to jeszcze zrobiłam z siebie debilkę i telefon wypadł mi z ręki rozpadając się na kilka części. Oczywiście, tylko ja mogę nie zauważyć wielkiego napisu 'ZAMKNIĘTE' zawieszonego za szybą. Schyliłam się po moje małe puzzle i rozglądając się dyskretnie skierowałam się do nieszczęsnego marketu. Starałam się wszystko załatwić jak najbardziej sprawnie i szybko. Chwyciłam bułki, jogurt i małą wodę i stanęłam w kolejce. Kiedy zbliżałam się do kasy, mój portfel jak zawsze schował się w zakamarkach mojej torby i wyglądałam dość dziwnie gimnastykując się z torbą na ramieniu. Nareszcie zapłaciłam za swoje zakupy i energicznym krokiem podążałam w stronę wyjścia. Zatrzymałam się nagle ponieważ mój telefon zaczął dzwonić, miałam nadzieję, że to Tyler i musiałam przełożyć rzeczy do drugiej ręki, wyciągnęłam telefon i przykładając go do ucha poczułam jak coś uderza w moje plecy. Odwracając się do 'napastnika' słyszałam w słuchawce nad wyraz miły głos kobiety z obsługi telefonii komórkowej, więc rozłączyłam się, nie bawiąc się w niepotrzebne uprzejmości.
-Czyś Ty oszalał?! -krzyknęłam i musiałam zamrugać kilka razy. - Czy Ty mnie śledzisz?!- odparowałam nie czekając na odpowiedź, kiedy zobaczyłam szeroki uśmiech z dołeczkami po obu stronach znany mi już bardzo dobrze. 
-Mnie też jest miło Cię dziś zobaczyć Allie.- skinął głowa i wyciągnął przed siebie swoja rękę.- Jestem Harry.
Jego ręka była zawieszona między nami przez chwilę ciszy więc podniosłam swoją dłoń. Podniósł ją do swoich ust i kiedy chciał ją pocałować, wyrwałam ją.
- Koniec teatrzyku, przeproś i będzie po sprawie.-wywróciłam oczami. - i usuńmy się z środka przejścia.-odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść z moim poprzednim kierunku, do świeżego powietrza. 
Chłopak szybko zrównał się ze mną i znów uśmiechnął się promiennie. 
- Tak, bardzo Cię przepraszam, że wjechałam w Ciebie, ale nie zauważyłem, że ktoś się przede mną zatrzymuje.-mruknął w moja stronę.
- Dobrze przeprosiny przyjęte, a teraz muszę iść do domu, na razie.-machnęłam ręką lekko zdezorientowana.
- Mogę cię podwieźć, wiem, że nie masz auta.-zaproponował.
- Przejdę się, nie kłopocz się.-zatrzepotałam powiekami przy kolejnym wywrocie oczami.
- Masz ciężką torbę, nie zgrywaj silnej, niezależnej kobiety. 
- Harry, nie znasz mnie, więc nie wmawiaj mi kim jestem. Przejdę się.
- Nie daj się prosić Allie.
- Tylko nie odgrywaj wspaniałej scenki z jechaniem za mną autem i proszeniem, żebym wsiadła do niego. Wierz mi, nie każda dziewczyna o tym marzy.- prychnęłam zatrzymując się i spoglądając na wysokiego chłopaka.
- Nie zamierzałem aż tak walczyć o Twoja uwagę, nie masz się o co martwić.- zaśmiał się czym zbił mnie z tropu.- Po prostu wsiądź do auta nie dbając o to, czy zrobiłbym coś głupiego gdybyś tego nie zrobiła czy też nie.-uśmiechnął się i chwycił za pasek mojej torby ściągając ją z mojego ramienia. 
- Harry nie chce Cię wykorzystywać ani nic z tych rzeczy.-marudziłam idąc za nim.
- 'Nic z tych rzeczy'- powtórzył po mnie-odwożę Cię do domu z własnej woli, bez żadnych korzyści, no i kto mówi, że nie chce być wykorzystany? -zaśmiał się znów zatrzymując się obok czarnej i dużej Kii. Włożył swoje zakupy, oraz moja torbę i podszedł do drzwi od strony pasażera otwierając je przede mną. Czułam, że moje oczy będą dziś nadwyrężone, od ciągłego przewracania nimi. Usadowiłam się na siedzeniu, czekając aż chłopak wyjedzie z podjazdu. Razem z uruchomieniem silnika włączyło się radio, a z głośników poleciały delikatne dźwięki muzyki klasycznej. Spojrzałam na niego z rozbawieniem. Nie byłam typem dziewczyny wstydzącej się obecności chłopaka ani swojego zdania.
- Muzyka klasyczna? Nie spodziewałam się tego po osobie regularnie odwiedzającej klub z tańcem na rurze.-założyłam ręce na piersiach .
- Allie wielu rzeczy byś o mnie nie powiedziała.-pokręcił głową i zacisnął palce na kierownicy.- Mogę zmienić muzykę jeśli chcesz.
- Mi to nie przeszkadza.-uśmiechnęłam się.
- No więc powiedz mi, gdzie mam Cię zawieźć.
- 6th Street Saint Louis Avenue.-Harry zaczął się śmiać.
- Czy Ty na prawdę miałaś zamiar iść na pieszo tyle do domu?
- A dlaczego nie? - podniosłam brew do góry.
- Ponieważ to cholernie daleko, a Twoja torba wcale nie należała do lekkich.
- Ta torba w zestawieniu w moim życiu tutaj jest leciutka niczym piórko.- puściłam mu oczko.
- Początek ciekawie się zapowiada.- mruknął bardziej do siebie niż do mnie.
- Początek czego?- zapytałam mimo wszystko.
- Znajomości?
-Jeszcze nic się nie zaczęło.- zsunęłam się lekko z siedzenia i spojrzałam na niego z pewnym uśmiechem na twarzy.
- A kiedy się zacznie?- wszedł do gry.
- Kiedy postarasz się, abym ja chciała żeby się zaczęła.- wzruszyłam ramionami patrząc przed siebie.
- Jesteś skomplikowana.- zaczął marudzić.
- Czy ktoś Ci kiedyś powiedział, że z kobietami jest łatwo?
- Wręcz przeciwnie.
- Więc trzymaj się tego, czego pragniesz a może kiedyś się opłaci.- uszczypnęłam go w udo i sięgnęłam po telefon odbierając SMSa od Coco. 
Podjechaliśmy pod moja kamienice, po kilku wskazówkach. Harry wyszedł z auta zapewne z chęcią otworzenia drzwi także dla mnie, ale ja chwyciłam za klamkę zaraz po nim, czym zmusiłam go do zatrzymania się przy bagażniku. Wyciągnął moje rzeczy i podał mi je.
- Grzeczna dziewczyna by podziękowała.-powiedział.
- Nigdy nie mówiłam, że jestem grzeczna.-odwróciłam się i weszłam do klatki. 
Wchodząc po schodach śmiałam się z mojego położenia. Nie chcę się o nim myśleć, po czym wsiadam do jego samochodu jak idiotka. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego, po czym zachęcam go do starania się o naszą znajomość. Nie chcę, żeby siedział w mojej głowie, ale rozpamiętuje nasze dzisiejsze spotkanie. Usiadłam na blacie w kuchni jedząc bułkę i jogurt i zaczęłam śpiewać słowa piosenki która akurat leciała na mtv. Panu Harremu dziękujemy już za dziś, koniec. 
Godzinę później przyjechała po mnie Coco na próbę. Nie powiedziałam dziewczynom o moim dzisiejszym spotkaniu, przecież to nic ważnego. 

Claudia stanęła przy rurce.
- A co gdyby podczas występu któraś z nas zeszła ze sceny i pocałowała podstawioną przez nas osobę? Wiecie, jaki byłby szał?- ogłosiła wszystkim swój nowy pomysł.
- Ja na pewno tego nie zrobię, mój by mnie zabił.-zaśmiała się Coco, która rozciągała się na podłodze. 
Pod scenę podszedł Jake, kelner. 
- Zgłaszam się na ochotnika.- uśmiechnął się szeroko. - Która się odważy?- zeskoczyłam ze sceny stając obok niego i chwytając go za kark z zaskoczenia łatwo zniżyłam go do swoich ust i pocałowałam. Kiedy odsunęłam się od niego, był lekko zszokowany. 
- Ja to zrobię.- spojrzałam na niego z triumfem na twarzy.
Dookoła rozległy się śmiechy, piski i oklaski. Dygnęłam i wróciłam na rurkę.
- Bądź gotowy, Jake.- mrugnęłam do niego. 
Próba zleciała szybko, a przygotowania do dzisiejszego wyjścia były bardzo ekscytujące. Dziewczyny jedna przez drugą podniecały się pocałunkiem z Jakiem.
Nareszcie nadeszła chwila kiedy wychodzimy na scenę. Cały czas widziałam jak Jake kręci się po sali z dużym uśmiechem oczekując swojego momentu. Oczywiście od samego początku widziałam Harrego, który siedział ze swoimi znajomymi ciągle się śmiejąc. Pod koniec naszego show puściłam rurke i zeskakując ze sceny podobnie jak wcześniej podeszłam do Jake i pocałowałam chłopaka, pozwalając mu tym razem także się wykazać. Uśmiechnęłam się szeroko i wracając na swoje miejsce patrzyłam przed siebie. Stając obok dziewczyn spojrzałam na twarz Harrego. Ku mojemu zdziwieniu nie była zasmucona tylko zaintrygowana. Zeszłam ze sceny a w głowie miałam jedno pytanie. Czy On nie powiedział mi dziś, że ja jestem skomplikowana?


~~~
Matko bardzo Was przepraszam, że nie pisałam tak długo, ale byłam na koncercie Eda i nie miałam dostępu do komputera! Jako rekompensatę następy rozdział pojawi się już w weekend :)
Mam nadzieję, że podoba się Wam tok wydarzeń i jestem ciekawa czy wiecie jak to się pędzie dalej rozwijać! Mam wiele pomysłów i czekam, na wasze opinie! 
Jeśli przeczytałaś/eś skomentuj! 

All the love <3